www.jedynasty.com - Agnieszka i Łukasz Jedynaści



Agnieszka Jedynasta

Mgła



Spis utworów:







Fikcja

Gdy mnie ktoś spyta co się z nami stało
cóż mu odpowiem...
że cię mijam jak obcą osobę
że jesteś dla mnie bladym wspomnieniem
i że znam cię teraz mniej niż znałam cię wcześniej

Bo cóż więcej można powiedzieć o nas
gdy "nas" tak naprawdę nie było
dwie dusze, dwa ciała daleko od siebie
jak statki dryfujące we mgle



Credo

Gdy coś straciłeś
i czujesz jak wewnątrz umierasz
nie zamykaj się w klatce z kłamstw

otwórz oczy a twoje ręce niech schwycą wiatr
zatańcz z nim szalone tango
zatrać się w słodyczy upojnego tańca

zrozumiesz wtedy, że nie jesteś sam
wraz z tobą wirują zagubione dusze,
które jak ty straciły nadzieję.



Dom

Stary dom opuszczony przez życie
pustynnymi oczodołami patrzy prosto w słońce
samotnie stoi wśród nagich drzew
czekając na przeznaczenie

duchy odeszły przerażone ciszą
jedynie czas, wierny towarzysz
czeka z nim... żłobiąc zmarszczki
krusząc mury



Noc

Patrzę przez okno
w dali noc otula lodową taflę
jezioro lśni blaskiem księżyca
spokój, cisza... senna ułuda

W moim wnętrzu trwa krwawa wojna
słychać szczęk broni, jęki rannych
kto wygra - czy to ważne?
za późno, już wszystko straciłam - przegrałam



Głębia

Tonę w mrocznej głębi
opadam miękko na dno
chłodna woda opływa moje ciało
zimno... czuję jak przenika mnie całą twój oddech
i staje się światłość.



Nadzieja

Jak ostatni ptak, który łudząc się czeka
na powrót lata gdy wokół szaleje zamieć
ja czekam na błysk w twoim oku
na słońce uśmiechu, ciepło głosu.



Szpitalna noc

Nie znikaj, nie odchodź - krzyczałam.
Na próżno - znikłaś jak zjawa
zostałam tu sama ze swoim strachem
maleńka drobina, kamyczek na drodze

łzy moczą poduszkę i tylko zegar
odmierza czas do zaśnięcia



Kasztan

Biegniesz na oślep rozbijając słowa
pryskają jak szkło i ranią do krwi.
Zatrzymaj się zanim skrzywdzisz tych, którzy cię kochają

w pajęczynie emocji miotasz się nie wiedząc jak uciec
po co? - boisz się czuć, odsłonić wnętrze
kolczasta skorupa to twój dom
czy warto tak żyć? TY wiesz najlepiej.



Dezerter

Nie wiesz już nic.
Zdezorientowany przerzucasz strony
z kartek krzyczą rozsypane słowa
nie potrafisz ich zrozumieć
ogarnąć sobą, odnaleźć sens.
Chcesz się wycofać lecz coś cię zatrzymuje
próbujesz ponownie, może teraz?
Nie! Za mało umiesz... odchodzisz pokonany,
kolejny dezerter z armii wiedzy.



Szpital

Każdy dzień trwał rok
i nikt mi nie wmówi, że mniej

pustym wzrokiem omiatam nieprzyjazne ściany
słyszę śmiech, dziecięcy płacz
samo życie - esencja cierpienia

ktoś głośno woła moje imię
przez chwilę czuję lęk ale zrezygnowana idę
na stracenie



Złodziej

Zmierzch jak kot miękko skrada się do mnie
wabiąc ciepłem kaloryfera

zziębnięta i zła ciskam lustrem o ścianę
odłamki mego serca znikają w półmroku
już go nie ma... dziura w piersi zieje czernią
i nie będzie bo zabrałeś je z sobą



Noc

Rozsypane na aksamicie nieba lśniące łzy Selene
wasze zdradzieckie światło wiedzie kochanków
w nieznane krainy rozkoszy.

Atłasowy mrok tuli ich bijące serca
koi żar płonących ciał.
Deszcz spadających gwiazd
ostudził już miłosne uniesienie.

Kochankowie Selene strzeżcie się!
Miłość bogini przeminie z nadejściem poranka.



... Odchodzę

Zawodzi wiatr - szaleniec
owijając się wokół mojej szyi
jego - czy twoje ręce?
już czuję zimne tchnienie.

Więdnę - ostatnie spojrzenie
i mogę odejść
bez łez cicho jak szum
w morskiej muszli.



Ludzie

Jesteśmy jak liście miotane wiatrem
nie znamy miejsca swego przeznaczenia
skłóceni ze sobą walczymy ze światem
szukamy dróg nie znając przebaczenia

Nienawiść, złość zasnuwa nam oczy
jak czarny kir na martwym ciele
brakuje w życiu chwil prostych, uroczych
a okrucieństwa dla innych mamy w sobie tak wiele



Parasole

Pod parasolem obojętności ukrywam nagie ciało
wyciągam dłonie i proszę o czułość.

Lecz nikt mnie nie słyszy.
Mój słaby głos ginie w szumie innych głosów
inni zapatrzeni w siebie
pilnują swoich parasoli.



Karuzela

Dlaczego świat wiruje?
Niech ktoś to zatrzyma
bo czuję, że spadam.

W głowie mętlik, w oczach pustka
a wszystko wciąż się kręci.
Szukam oparcia, nic z tego!
bezpieczna przystań umyka mi z rąk.



Łąka

Biegłam boso
po kolana brodząc w soczystej trawie
w oddali ty wołałeś mnie
więc spieszyłam by być blisko ciebie
twój głos wabił mnie tysiącem słodkich obietnic

stopami miękko wybijałam rytm naszych serc
jeszcze chwila i... jestem przy tobie

odwróciłeś oczy
chciałeś mi tylko powiedzieć, że to koniec



Maj

W deszczowy szary dzień czas wolno upływa
jak strużka wody na szybie.

W ogrodzie smutne kwiaty
chylą czoło w pokorze
by złożyć hołd czarnej ziemi.

W moim pokoju króluje półmrok
i szum kropelek za oknem
to jest pieśń majowego wieczoru.



Koniec

Kochałam cię...
lecz ty nie mnie chciałeś
a cienia złudnego co z rąk ci umykał
gdzieś w dal i szydząc rozpływał się we mgle.

Czekałam cierpliwie aż z oczu twoich zniknie zasłona
lecz piasek w klepsydrze odmierzył mój czas.

Teraz przyszedł koniec, łzy obeschły
a na kartce spis zmarnowanych szans.
Kiedyś wierzyłam, że dany mam będzie wspólny los.
Dziś nadzieja umarła a w duszy zeschłe liście
nielicznych wspomnień płoną.



Kraina błękitu

I dotarłam do kresu wędrówki
gdzie czeka na mnie ziemia obiecana
świat na krawędzi wody i nieba.

Tu nic tak naprawdę nie dzieje się samo,
tutaj dopiero wiem, że mogę coś znaczyć.
Jestem cząstką krainy błękitu,
wyśnionej raju w przejrzystej toni.
Gdzie fale przyjmują samotnych w objęcia.
Gdzie okrucieństwo ludzi już mnie nie dogoni.



Dokąd pójść?

Samotność to wszystko co mamy,
gdy świat zostawia nas z niczym.
Zbyt silni by ulec prądowi życia
zbyt słabi by od niego uciec.
Stoimy po kolana we łzach
nie wiedząc co począć ze sobą.
Dokąd pójść, kto wskaże drogę?
Bezradnie szukamy wśród takich jak my
bez skutku... nikt nam nie pomoże.



Egoizm

W twoją duszę wciąż wbijam
zdradzieckie ostrze własnej głupoty.
Ćwiartując twe wnętrze
nie zważam na ból, który ci zadaję.
Ogłuchła na twój krzyk, oślepła na łzy
brnę dalej, dalej w ten horror
powstrzymaj mnie proszę w tym dziwnym szaleństwie
wyjmij z dłoni nóż, niech nie ranię więcej.



Gniew

I zapada ciemność
niespodziewany cios ugodził w pierś
zwijam się z bólu, bezsilnej wściekłości
czerwona mgła zasnuwa spojrzenie
barwa krwi pochłonęła cały mój świat
kurczowo zaciśnięte pięści czekają
by uderzyć.



Wspomnienia

Otulona w różową mgiełkę snu
dziewczynka ze smutnym misiem
na miękkich policzkach ślady łez.
Drobne usteczka drżą w tłumionym szlochu
rączęta, kurczowo zaciśnięte w piąstki
chwytają coś co przyniósł jej sen.
Ciepły dotyk matczynej dłoni,
który topi strach i rozpacz.
Na moment twarzyczkę oblewa słodycz uśmiechu
lecz to tylko chwila, szybko pierzchnie
spłoszona cichutkim łkaniem...



Tragarze

Szary dzień, ciężkie ołowiane chmury
jak rozkołysane przepełnione łodzie płyną
rozpryskując na dachach barwnych parasoli
drobiny błękitu.

Lepkie błoto zalega korytarze ulic
wszyscy brodzą w nim. Olbrzymie niemrawe
czaple strojne w skrzydła płaszczów od deszczu
- ludzie przygarbieni z trudem
dźwigają bagaż codziennych doświadczeń.



Słowa

Paciorki nizane przez umysł
stado myśli rozproszonych wśród chmur
to pociski masowego rażenia, niosą tylko ból!



Harpie

Nie ma ludzi, ten gatunek wymiera
zostały tylko żarłoczne harpie
wydzierają ci serce
i kroją... na drobne kawałeczki
i dręczą cię... nie dając umrzeć
chcesz krzyknąć i bronić się
lecz nie masz już sił
chcesz umrzeć... nie to zbyt proste
harpie nie dadzą ci odejść z godnością
upodlą, zniszczą, zmieszają z błotem
muszą czuć swą siłę, demonstrować władzę
ludzie - plemię pokornych sług
oto czym wobec nich się stajemy
by się zmienić brak nam woli... i chamstwa.



Odrętwienie

Rozpłynąć się w nicości
nie czuć, nie kochać
w nieświadomości balansować między czernią a bielą
na cienkiej linie iść przed siebie.



Pamiętam...

Ciepło twoich oczu gdy na mnie patrzyłaś
pajęczynkę zmarszczek na pogodnej twarzy
i smak zimnej, czerwonej oranżady.
Ciociu... Kochana, tęsknię do ciebie!
Obejmij mnie mocno jak kiedyś
tak bardzo chcę znów stać się dzieckiem.

Z tamtych chwil nic już nie zostało
garść wyblakłych wspomnień, głosy przeszłości
i zimna, czerwona oranżada.
Lecz bez ciebie to już nie to samo.



Wieczność

Odeszłaś tak cicho w szumie sowich skrzydeł
pod osłoną nocy, gdy królował sen
nie chciałaś bym szła tam za tobą
tę drogę każda z nas ma przejść w samotności
rozumiem... dziecku nie mówi się o wieczności.



Jesień

Niesiona jesiennym wiatrem
tańczę wśród pożółkłych liści
ich szelest jest dla mnie walcem
a krople deszczu mają zmyć ból
dlaczego? Widocznie tak musi być.

Nic nie dzieje się bez powodu
a my - ludzie jesteśmy jak liście
niesione nawałnicą tam, gdzie nie śmiemy marzyć.
Nie umiemy stanąć w miejscu
na oślep wciąż dalej i dalej mkniemy.
Tylko dlaczego wciąż sami -
obcy wśród tłumu nam podobnych.
Widocznie tak musi być.



Początek...

Na zgliszczach wyobraźni wędruje myśl
szary dym spowija wszystko dookoła
jest tam jedynym, wątłym światłem
w ciemności zalegającej umysł.

W ogień nienawiści bezmyślnie wrzuciłam
bogactwo wspomnień i życiowej mądrości
wszystko przepadło, obróciło się w popiół.

Teraz staję ponownie do walki o przyszłość.
Ogień ugasił chłód ludzkich spojrzeń
aż przejmująca cisza zapadła w pamięci.

Czas żyć naprawdę,
gromadzić drogocenności w skarbnicy pamięci
pustej dotychczas lecz już niedługo...



Poranek

Pierwszy nieśmiały promień poranka
przedarł się przez chmury zasłon
wydobył z półmroku mętne barwy
pokoju pogrążonego we śnie

pierwszy na mecie... za nim kolejne
złociste kałuże słonecznego światła
gra świateł i ruchliwych cieni
symfonia barw i kształtów wypełnia
mój pokój po brzegi
... jak naczynie pełne złotego miodu



Wizja

Satynowy blask świecy ozłocił nagie ciała
kochankowie spleceni w miłosnym uścisku
leżą na wzgórzu puchowej poduszki
lśniące oczy błyszczą w półmroku
wątły szept przerywa ciszę pełną skupienia
pną się ku górze, ku szczytom miłości
gdzie oboje wychylą kielich spełnienia



Wołanie

Zabiegana misjonarko
męczennico codzienności
zatrzymaj się proszę

W pogoni za uciekającym czasem
zapomniałaś o tym co oczywiste
piastunko ma otwórz oczy
już nie jestem maleńką dziewczynką

nikłe ziarenko pieszczone w dłoniach znikło
lecz ty wciąż tego nie dostrzegasz
i z uporem chronisz mnie przed dorosłością

na próżno bo wymykam się z dłoni
i rosnę... jak kwiat
więc nie zrywaj mnie, proszę!



3:45

Noc trwa całą wieczność
słowa bez sensu kłębią się
wśród rozproszonych myśli
powoli przewracam zapisane karty
widzę zdania lecz ich znaczenie wciąż mi umyka
umysł zasypia...
Tylko ciało niespokojnie drży.

Świt nie nadchodzi...
z ulgą zatapiam spojrzenie w ciemnościach
jest szansa! Chwytam ją kurczowo
by przedrzeć się przez gąszcz
niezrozumiałych znaków... na próżno.



Nad krawędzią

Stąpając niepewnie nad krawędzią przepaści
chwieją się na wietrze
rozpaczliwie szukają oparcia dla dłoni
lecz zimne skały nie dają schronienia
jeden podmuch, spadają w otchłań czerwieni
wątłe nadzieje.



Wczoraj i dziś

Wczorajsze słońce już zaszło
mrok ogarnął całą moją duszę
tęsknota - olbrzymi czarny kruk
przysiadła na piersi
by zimny wzrok zatopić w mych źrenicach.

Wczoraj miodowozłoty wieczór
był naszą Arkadią, ogrodem różanym
gdzie z płatków spijaliśmy
słodkie krople rosy.

Dziś znikł gdzieś nasz Eden
zapadł się pod ziemię
by uciec przed codzienną szarością...
A jego bramy wciąż broni anioł
o srogim obliczu
dzierżący w dłoni złotą klepsydrę...



Zatopiony las

Słońce odeszło do krainy cieni
i mrok ogarnął las kamienny.
Ramiona drzew błagalnie wyciągnięte ku niebu
krzyczą bez słów
cisza... martwe echo nie otworzy już ust.

Między pniami zastygłej krwi
przemykają upiory minionych dni.
Słychać śmiech i płacz...
krzyk miesza się z milczeniem.

Po omacku szukam drogi w labiryncie z kamienia
dotykam dłonią kory
palce mrozi przenikliwy chłód...
życie umknęło
nawet ono boi się ciemności...



Wampiry


Krew z mojej krwi, ciało z mego ciała
pobladłe zimne usta szepczą zaklęcie
na granicy życia i śmierci.

Wyklęci przez ludzi pełnych wiary
błądzą w mroku zła
szukając życia odbierają je niewinnym.

Światło lampy płoszy upiory ze snów
odchodzą ze wschodem słońca
by gdy tylko zgaśnie
przylecieć na skrzydłach nocy.



Złudzenia

Widziałeś mnie taką, jaką chciałeś.
Znalazłeś piękno, które nie istnieje
dla ciebie ubrałam płaszcz złocisty,
lecz czas odbiera mu blask.

Gaśnie już moja gwiazda, czuję to
a skarbiec wyobraźni stoi pusty
nie chcę udawać kogoś, kim nie jestem
otwórz oczy i ujrzyj mnie taką,
jaką stworzył mnie ON
... lecz czy pokochasz widmo odarte ze złudzeń?



Zima

Wszystko zastygło w niemym oczekiwaniu
drzewa, martwe dusze uśpione przez zimę
trwają nieruchomo w swym odrętwieniu
gładka tafla, lustrzane odbicie nieba
jarzy się tysiącem płonących gwiazd.

Dłoń wiatru pieszczotliwie musnęła topole
aż zakołysały się, ponure, niezgrabne baletnice
śnieg zamigotał w świetle księżyca
jak konfetti, otulił ich nagie ramiona
wyciągnięte ku niebu.



Miś

Puszyste futerko wtulone w kąt
smutny miś, dziś już niepotrzebny ociera łzy
i śni o krainie wiecznego szczęścia
gdzie drobne rączęta tuliły go co noc
a słodki głosik szeptał czułości
... dziś gorzkie łzy tęsknoty
jak najczystsze klejnoty lśnią.
Wśród ciemności rozlega się tłumione łkanie
kiedyś... chłodny policzek grzał się jego ciepłem
długie noce, zwierzenia szeptane na uszko
dziś twoje usta nie szepczą już do mnie
twoje palce nie pieszczą futerka.
Tak po prostu odłożyłaś mnie na półkę
jak rzecz... lecz czy tylko tym dla ciebie byłem
rzeczą... zabawką jedną z wielu
a może nazwiesz mnie kiedyś swoim przyjacielem
powiernikiem... chusteczką do otarcia łez.
Kiedyś... Teraz o mnie nie chcesz pamiętać.



Wulkan

Noc otula płaszczem intymności
srebrzyste skrzydła księżyca
musnęły rozpalone wargi
zalśniły oczy
tysiące błysków rozsypało się w ciemności
żar... drzemiąc dotąd, wulkan płonie.
Nieokiełznany pęd ku szczytom
wzbiera się, lawą przelewa leniwie
by wkrótce rozbić szklaną kopułę nocy.



Embers

Dryfujący samotnie wśród miliardów gwiazd
jak nic nie znaczące odłamki materii
czy nic? Nie... Gdzieś na krańcach wszechświata
wieczność ukryła nasz raj utracony
ogród pełen barw i woni
zapomnianych uczuć, zakurzonych słów
dryfując ku niemu błądzimy w nierzeczywistym wymiarze
jak długo... aż znajdziemy siebie.

Szukamy więc gubiąc się w bezmiarze
płyniemy... prąd życia unosi nas ze sobą ku gwiazdom
ocieramy się o ich blask chociaż my nie lśnimy
na pozór martwi, puste niezapisane karty
płoniemy w ogniu, który nie zgaśnie
ale... nigdy samotnie.



Enigmatism

Rumak słoneczny przebiegł przez widnokrąg
strącając z nieba czarę ciemności.
Zarżał przestraszony i umknął z nieboskłonu
kryjąc się przed nocą za skalistym wzgórzem
lecz noc nie przyszła nagle
spływała powoli sącząc się przez błękit
lepka jak miód przylgnęła do wzgórza
rozpłynęło się w niej - trwają jako jedność
zmrok i skalista góra - para kochanków
jak co noc tulą się czule w objęciach
czekając brzasku.



From The Ashes

Pył... esencja szarości
sypki i lekki jak najlżejsze pióro
tym jesteśmy - miałkim pyłem na drodze ku wieczności
dokąd czas unosi nas ze sobą.

Niewidzialne dłonie kształtują nasze ciała.
Miotani wichrem zmian snujemy się bez celu
jak szare zjawy utoczone z łez i pyłu
i szukamy oparcia w największej z potęg
... miłości.



Anioł


Oto ona... Anioł o złotych włosach
wyśniony ideał tak bliski twej duszy
zamykasz oczy i widzisz jej piękną twarz
słyszysz ciepły głos - odpowiedź na stawiane pytania
ona jest rozwiązaniem, które znalazłeś sam
enigmatyczna, nierzeczywista... jak wszystkie anioły.

Ty znasz ją tak dobrze... jest częścią ciebie.
Gdy świat odwraca się do ciebie plecami
zamyka drzwi do krainy szczęścia
uciekasz... dalej i dalej w swój świat
by choć na chwilę poczuć, że żyjesz
i wiedzieć, że dla kogoś tak wiele znaczysz
że jest ktoś, kto cię rozumie.

Pułapka. Budzisz się z tego snu
znów szarzy ludzie i puste twarze
obojętność rani boleśniej niż nienawiść
więc uciekasz w objęcia anioła.

Anioł odszedł nieoczekiwanie
zamiast lśniących skrzydeł widzisz tylko szary kamyczek
maleńki, niepozorny... lecz promieniuje ciepłem
brak mu anielskiego wdzięku
lecz wiedz, że to skała
anioły odejdą... a on pozostanie
już na zawsze z tobą.


Węgorzewo 1998-1999




(c) 1999-2009  Agnieszka i Łukasz Jedynaści