www.jedynasty.com - Agnieszka i Łukasz Jedynaści



Łukasz Jedynasty

Zamrożeni za młodu



Spis utworów:









Strumień świadomości


Ciemny strumień spływa po palcach rozplecionych
przeszywa świadomość niczym dolinę potok
oślepia duszę pochłoniętą w krainie rozpaczy
znika w osłabionych posępnie twarzach
niczym mgła mrożąca chłodne powieki czasu

Choć czasem nie rządzi nic -
ani zło, ani dobro przelane w złoto
ani platynowe głowy ośnieżonych szczytów
gdzie samotność dotyka pogrążonych w miłości

I choć mijają kolejne minuty
choć ciemny strumień płynie bez ujścia
sącząc się z dłoni na rozgrzaną ziemię
strach pozostaje - niezmienny szaleniec
biegnący na oślep odbiera tchnienie

Malutka nadzieja zalana strumieniem
syknęła bezsilnie i... zgasła
nadzieja i życie - umierają
Boże, nie zabieraj mnie z nimi!





Szakal


Czas przemija, kradziony przez zegary
ucieka ze mnie życie niczym z rany krew
wyłania się nadzieja pośród sennej mary
chmura purpury zawisła wśród mew

Czas przemija, uwalnia mozolnie z klepsydry
gorące ziarnka piasku niosące uczucia
na metę trafi ten, kto dociągnie głowę Hydry
dziecko w kolebce płaczące od ukłucia

Czas przemija, przemijam z nim ja
lecz MY jako MY nigdy nie przeminiemy
czas przemija, w sercu nadal gra
miłość, w którą nieprzerwanie brniemy

Biegnijmy...





Lilie


Lilie jak żar duszy gorące niosę,
choć w sercu pobrzmiewa inna muzyka -
pada pytanie, czy ze mną zostaniesz,
czy będę dalej sam się z życiem borykał?...

Lilie pożółkłe od oczekiwania niosę,
samotny kochanek - ruszam na podbój serca,
by jeszcze raz rozkochać w sobie ideał,
by pokazać, że wygasł we mnie morderca.

Lilie płaczące deszczem z powiek zielonych niosę,
niczym posępnie zapatrzone dwa białe sokoły...
Mijam gnijącą kobietę - śmierć, niosącą srebrną kosę,
uderza nią mężczyznę, płaczącego - jest brudny i goły...

Lilie pragną wysłuchać Twojej odpowiedzi,
pragną znać całą prawdę o Tobie,
pragną marzyć i śnić wraz ze mną o Twej duszy,
pragną żyć naprawdę, nim zalegną w grobie.





Druga strona


Martwy ptak szybujący nad martwą równiną
jezioro krwi tętniące jadowitym brzmieniem
las kości wbitych w płonącą ziemię
brak światła - wszystko okryte porywistym cieniem
... to druga strona
nie chcę tam trafić!!!

ratuj mnie, proszę...
ratuj...





Nie ma nadziei


Kopyta koni poczęły krwawić,
czarne ciernie kaleczą dziś oczy,
wbijają się w kręgi szyi przybijając do ziemi.

I nawet druidzi nie widzą,
każdy bóg niknie w ciemnościach,
a przyćmiony blask tylko osłabia duszę,
która pochłonięta przez czarne oko studni
spada niżej, niżej - żeby odnaleźć zło,
zgniatając je w kolebce.

Unosimy celtyckie krzyże,
modląc się w milczeniu...





Pył cielesny


Czy nie umiem już się uśmiechać,
Czy żal przeżarł moje wnętrze na wylot już?
Apatią ranię Ciebie, mój kochany Kwiatuszku,
Ja usycham... niebawem odnajdziesz tylko marny kurz.
Powoli upływa marne życie skroplone zimnem mojej duszy,
Nie potrafię pełnego sensu w jasności odnaleźć...
Grzęznę coraz bardziej w otchłani marniejącej,
By w końcu u Twego boku się znaleźć:
Żyć pełnią oddanej mi szczęśliwości,
Z dala od płaczącej krainy samotności.





Niebo płaczące


Asteroidy przesuwają się po ciemnej kartce,
Giną w przestworzy niczym szum strumienia
Niebieskie płomienie uśpionego nieba.
Inny świat niosą na grzbiecie?
Eden, do którego dostać się trzeba?
Stop, zatrzymajmy się, nie biegnijmy,
Idyllę już mamy... mamy swój Raj,
Utopijne zwierciadło, gdzie tylko prawda istnieje.

A ja chcę powiedzieć tylko jedno słowo:
Przepraszam,
I paść Tobie do stóp... pozwól mi,
Proszę...





Wołanie


Kocham - krzyczą martwe głosy spod ziemi,
Nic nie znaczące odbijają się echem ciszy,
Nikt nie słyszy wołania,
Słowa znikają niczym obrazy z prześwietlonej kliszy...





Ostatek


Smutno mi... już wiem,
kiedy będziemy musieli przytulić po raz ostatni.
Boże, dlaczego nie dałeś szansy -
a może ona była, a ja niczym ślepiec przeszedłem obok?
Wszystko już to nieważne.
Przerażający jest ostatni uścisk,
ostatni pocałunek, ostatni szept,
lecz nie ostatnia łza...





* * *


Samotna noc
choć pościel pachnie ogniem naszych ciał
nie ma już żaru
wygasł...
kamienie czekają na ciepło swego słońca...





Cień wyniosłych myśli


Puste skorupy zakrawają na zdradę
w poszukiwaniu czasu zatracają wolność
w milczeniu brną przez niewinność
próbują dogonić uciekające szanse

Opadłe powieki przesłaniają świat
na skrzydłach wyobraźni wzlatują w szare nieba
strąceni do pieśni o własnych marzeniach
zamykają uszy i nie słyszą nic
prócz przeraźliwego jęku budującego tamę w ich głowach

Znikoma rzeka płynie przez ich palce
spękanymi dłońmi próbują poruszyć stojącą wodę
pragnienie umierania i świtu zarazem chwyta serca
unosząc marne myśli w płonące stosy

Przez usta sączą się nieme słowa
wędrujące po twarzach zrytych zmarszczkami czasu
płyną pytania niczym purpurowe łzy -
czy warto było czekać
by teraz w samotności użerać się z losem?





Trzy pióra


Trzy orle pióra nad głową wirują
postrzępione od wiatru trzy najskrytsze myśli
nie chcą upaść, chcą wciąż dalej frunąć
lecz wicher nie ma z nich nijakiej korzyści
... więc strąca je z marmurowego piedestału
z zielonej polany porośniętej kwiatami
do brudnego, ziejącego śmiercią kanału -
miejsca spotkania rzeczywistości z aniołami...





Ileż bym dał


Ileż bym dał, by szmaragdy w Twoich oczach zatrzymać,
by szeptem wiatru, piórkiem samotnej gołębicy
pieścić Twoje usta...

Ileż bym dał, by na twarz Twoją cień żaden nie padał,
by słońce świeciło prawdziwym blaskiem
w głębi Twojego umysłu.

Ileż bym dał, by być teraz przy Tobie,
móc rozsypane klejnoty pozbierać...

Ileż bym dał?
Moja Księżniczko... Wszystko!





Śpiew nocy


Ziemia spieczona honorem słońca
pęka, zalewając łzami tysiące gwieździstych iskier,
które gasną, upodlając świat Jasności...
Nie zostaje nic prócz boskiej, życiowej mądrości,
i drzew szumiących melodię strachu.





Kolor niewinności


Odkryłem biel pachnącą wanilią,
ukrytą pod wygniecionym, starym kocem,
wyjętą wprost ze źródła czystej niewinności,
gdzie była niebem dla dwóch wzgórz,
równomiernie okrywając dolinę anielskiej uległości.





Nie zatrzymasz czasu


Pragnę zanurzyć palce w rzece szczerego złota
móc delektować się przeznaczenia smakiem
cieszyć się życiem
nim prześliczny złoty pukiel stanie się siwym kłakiem





Pragnienie radości


Miliony gwiazd gasną w oka mgnieniu,
Niszcząc wspaniałe sny drwalom kosmosu,
Chromowym cierniom zadając jęk,
Czy to śmierć tańcząca wśród kłosów?

Bolesny plusk - to serce topielca,
Pochłoniętego przez bagno rozpaczy,
Płynna stal zasycha w jego stopach,
Czy nikt nie słyszy, nie widzi... nie zobaczy?

Okiem prawdy spogląda na niego najjaśniejsza Gwiazda,
Ogrzewa duszę promieniując radość,
Gdy tylko stal spłynie z jego stóp,
Ruszy ku niej, by rozgrzać jej bladość.

Jest przy niej, choć ta słodko śpi,
Dotknął jej ust swoimi ustami,
Na anielskiej twarzy zagościł uśmiech,
Położył się tuż przy niej I usnął,
Nie dręcząc się więcej chromowymi drwalami...





Spotkanie przelotem


Ujrzałem dziś lśnienie - prawdziwy blask,
który zalał me oczy niepojętą siłą,
przeniknął przez umysł i do serca dotarł,
niczym anielski głos niknący w ciemnościach,
w zakamarkach blednący pamiętnik marzeń...
Uciekł zbyt szybko, by wzrok się oswoił,
pozostawiając w cieniu śpiącą nadzieję,
acz porwał wszelkie zmysły: wzroku, słuchu, dotyku,
i wypuścił je, by same biegły do celu,
poprzez bagna, chaszcze, knieje...
Odnajdę Ją!...





Los rozłąki


Głęboko wbity sztylet, by nie było go widać,
cierpnie i rozpruwa wnętrza ciał kochanków
skazanych na rozstanie w paradzie materii...

Los rozłąki zatriumfuje,
oby nie zabił wspaniałych chwil,
oby nie zawiódł do końca...
Oby tylko dał szansę...

Proszę Cię, Boże... Proszę!!!




Gdy sen nadchodzi


Już słyszę w duszy melodię nuconą przez anielski chór,
Unosi mnie do Ciebie, śpiąca Królewno, moja Agniesiu.
Biegnę, by wraz z Tobą zanurkować w chłodnej pościeli,
By wskoczyć pod grubą pierzynę mięciutkich, różowych chmur...





Walka o miłość


Na gładkim dziedzińcu dwaj rycerze męscy,
odważni i dostojni szykują swe miecze,
by o rękę damy zabiegać, by walczyć o jej względy,
szykują maszyny zbrodni by ruszyć w te pędy.

Księżniczko, otwórz swe oczy...
Z nienawiści bowiem nigdy nie zbudzi się miłość,
ze śmierci nigdy nie powstanie życie...

Wyrwij miecze z rąk rycerzy,
niech nie leje się ich brunatna krew,
pokochasz tego, który martwy w błocie leżeć będzie,
żyć będziesz musiała z tym,
który zadał mu to ostatnie, śmiertelne cięcie...

Otwórz oczy i biegnij...





Różaniec


Powietrze rozgrzane tęsknotą
Anioła rozłąki przywołuje,
by rozgonił roześmiane beztroskie twarze
i zaprosił do nizania paciorków.

Lśnią paciorki obecne -
metaliczną magią wabi śniade srebro.
Bez zgubnego strachu teraz
zatapiamy się we wspomnień złotych paciorkach...

Cieniutki rzemyczek pęka...
od rozgrzanych do czerwoności stalowych kul,
paciorków naszej najbliższej przyszłości...





16 godzin


W szarości zatopione twarze
pobladłe marzenia, ideały, doskonałości
szarpane bólem i śmiertelnymi okrzykami
szukają swojego miejsca na drodze ku wieczności

Choć lęk krzyczy w ich wnętrzach
choć dreszcze kłują, powodują krwawe mdłości
biegną ku sobie, odnajdując uśmiech
cieszą się uciekającą mocą bliskości





Sore Matrimony


it's the world of fear and fake destination
to find the answer is too difficult
almost every pair of eyes looks on me and asks to be
but laborious time has taken my blood

postcards from my past, memories are invading
freezing my lips, rustling with fire in my brain
i'm frantic with despair, i'm mad...
because i was thinking about bridal pair

unriddled mystery...
you're nymph, Ereki, you are...
you're my goddess, Ereki, yes, you are...
but we have to live in the other marriage
with pitiless, savage time





Zamrożeni za młodu


Skrzep jak plama jasności tańcząca na wodzie
ukryj ją w swoim sercu, by wpłynęła w żyły
aż wzniosą okrzyki martwi z natury
dzieci zrodzone z bruzd na twojej dłoni

Szloch skostniałych niemowląt
na skraju skały pobrzmiewa morską falą
zagłusza opadający w głębi ciała śpiew
jęk rozsypywanych przez bogów diamentów

Plama jasności pod nami odkrywa tajemnicę
w złości szuka nadziei kojącej rany
kontynuacji sztuki życia i umierania
z dala od gorącego chromowego potopu...


Węgorzewo, Olsztyn 2000




(c) 1999-2009  Agnieszka i Łukasz Jedynaści