![]() |
|
Mariusz Danilewicz / Łukasz Jedynasty NO IDEA 2: Księżniczka Jak zwykle w czwartkowy wieczór, kiedy już dzieci pójdą spać i nie przeszkadzają rodzicom, a w akademiku imprezy dopiero się zaczynają, siedzę w pokoju i nie mam pomysłu na nic. Więc postanowiłem coś sobie napisać. Mam nadzieję, że nie będzie to tak bezsensowne, jak ostatnio (chociaż co do bezsensowności to można by polemizować). No cóż, przedstawienie czas zacząć. - Dawno, dawno temu... za siedmioma rzekami... za siedmioma górami... za siedmioma lasami... w zamku z siedmioma wieżami... mieszkała sobie księżniczka. - Ale zaraz, zaraz! Przecież jak już było wspomniane wcześniej dzieci poszły już dawno spać! - To nic. Nie przeszkadzaj. Przecież mogą to przeczytać jutro. - Ale takie małe dzieci nie potrafią jeszcze czytać. - No to rodzice im przeczytają! - Ale kiedy, przecież nie mają czasu. O wiele łatwiej i szybciej jest posadzić dzieciaka przed telewizorem i niech sobie ogląda jakieś filmy. Oni w tym czasie mogą się kłócić, załatwiać to, czego nie zdążyli załatwić wracając z pracy, ale nie będą tracić czasu na czytanie dzieciom bajek. - Czy chcesz przez to powiedzieć, że w tej chwili rodzice nie poświęcają dzieciom uwagi? - Jak najbardziej! No bo niby skąd by się brały takie zjawiska jak: narkomania, różne sekty, pseudokibice, dresiarze i inne odchyły od normy? - Wiesz, nigdy nie myślałem o tym w ten sposób. - No to już najwyższa pora. Może sam w niedługim czasie zostaniesz ojcem. A więc zanim się na to zdecydujesz, zastanów się co robisz. - No dobra, ja sobie o tym pomyślę, ale ponieważ lubię bajki, to opowiem do końca, to co zacząłem. W porządku? - W porządku. - A więc, jak już wspomniałem, bardzo, bardzo, ale to bardzo daleko stąd, żyła sobie księżniczka. Mimo iż była bardzo piękna (nawiasem między nami mówiąc piękniejszej nie było na całym świecie, no chyba że w innej bajce) trwała w staropanieństwie. Już jej prawie trzydziestka dobijała, a męża ani widu, ani słychu. - Co ty tutaj za propagandę siejesz? Może ona po prostu nie chciała się tak wcześnie wiązać? Może chciała sobie najpierw poużywać życia, a nie od młodości bawić się w wychowywanie dzieci. Przecież najlepiej mieć dzieci właśnie w wieku około 30 lat, ponieważ człowiek jest już psychicznie dojrzały (choć też nie zawsze) i bardziej odpowiedzialny za swoje czyny. - Facet, jaką propagandę? Ona nie miała męża ponieważ mieszkała tak daleko, że informacja o jej urodzie jeszcze nie dotarła do reszty świata! - A ja myślałem... - To nie myśl, tylko słuchaj! No dobra, na czym to stanęło? A tak. Więc przedsiębiorcza niania postanowiła zadbać o to, aby informacja o niej dotarła do najdalszych zakątków świata. Zaczęła, jak to należy się spodziewać, od ogłoszenia turnieju rycerskiego, w którym główną nagrodą była ręka księżniczki. Lecz nic z tego nie wyszło, gdyż żaden śmiałek nie dotarł do zamku na wyznaczony termin turnieju. Prawdę mówiąc nikt do zamku nie dotarł, gdyż po czwartej rzece (a niektórzy po piątej) skręcali z głównej drogi. O przepraszam, tu należy się sprostowanie, przecież tam nie było głównej drogi. Po prostu po czwartej i piątej rzece były strasznie gęste lasy i wszyscy myśleli, że to zła droga, więc zmieniali kierunek marszu. A więc z turnieju nic nie wyszło. A księżniczce dobijało już do 31 lat. Niania rwała włosy z głowy, latała po zamku jak poparzona, sama nie wiedząc co ma teraz uczynić. Więc postanowiła, że razem z księżniczką pojadą w szeroki świat, w celu tzw. łowów matrymonialnych. - Ej, facet! I znowu propaganda! Kto Ci powiedział, że kobiety polują na mężów? - A to już tak nie jest? - Już od ładnych paru lat! Teraz dziewczyny wolą sobie trochę poczekać, dobrze poznać z kim będą żyły, a nie brać pierwszego lepszego, zrobić stadko dzieciaków, po czym brać rozwód. - Może i masz rację, ale pamiętaj, że wszystko dzieje się w czasach rycerskich. - Przepraszam, znowu zapomniałem. - No dobra, nie gniewam się, ale nie przeszkadzaj mi więcej. A więc wyruszyły następnego dnia o świcie orszakiem złożonym z karety i dwóch zaprzęgów bagażowych. Lecz od razu przy pierwszej rzece okazało się, iż cały orszak musi zostać na tym brzegu, gdyż nie ma żadnego mostu na rzece. Więc chcąc, nie chcąc, księżniczka z nianią, oraz z myśliwym (myśliwy miał zapewnić im pożywienie i ochronę przed zbójami) wyruszyli pieszo. Niania z myśliwym wzięli niezbędne rzeczy. Zapakowali je w coś przypominającego współczesne plecaki, po czym zaczęli przeprawę. Rzekę przebyli dość łatwo. Gdy byli na drugim brzegu i suszyli ubrania, myśliwy z kuszą i kołczanem zbliżył się do brzegu rzeki i przy pomocy strzał na uwięzi złowił dwa dorodne pstrągi. Były to piękne, lśniące ryby. Szkoda, że teraz już takich nie ma. Niania ryby oprawiła wprawną ręką, po czym upiekła je na wolnym ogniu polewając od czasu do czasu czerwonym winem. Zapach rozchodził się po okolicy taki, że ślinka sama człowiekowi ciekła, lecz niestety w okolicy nie było żadnych ludzi. Po smakowitym posiłku wyruszyli w dalszą drogę. Bardzo szybko okazało się, że piękna suknia księżniczki oraz jej trzewiki na obcasie nie nadają się do podróżowania. A jako, że las był duży i z dala od ludzi, było w nim pełno dzikich zwierząt. Myśliwemu szybko udało się upolować niedźwiedzia. Niania zaś z jego skóry (niedźwiedzia oczywiście) uszyła ubranie dla księżniczki. Co prawda całość trwała około 3 dni, gdyż skórę należało najpierw wyprawić, ale nie będę tutaj opisywał całego procesu, gdyż niania mogła by mnie podać do sądu o zdradę tajemnicy technologicznej. Dość powiedzieć, że księżna w tym stroju wyglądała jak najprawdziwsza amazonka. Od tej pory znacznie szybciej się poruszali, a ponieważ nic nie zakłócało ich drogi, w ciągu 30 dni przebyli 3 góry, 4 lasy i 4 rzeki. W tym czasie księżniczka przyzwyczaiła się do poruszania po lesie tak, aby nie zdradzać swojej obecności (nauczył ją tego myśliwy, aby nie płoszyła zwierzyny), w górach też już czuła się dość pewnie, a w wodzie pływała jak ryba. Lecz niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy. Kiedy już dochodzili do szczytu 4 góry, nagle, nie wiadomo dlaczego myśliwy odpadł od ściany i spadł na sam dół. Niestety, nie przeżył upadku z takiej wysokości... Zaraz, zaraz! Co ty tutaj z takimi krwawymi scenami do dzieci wyskakujesz! - Jakimi krwawymi? Czy ja napisałem gdzieś coś o krwi? Nie, ale... - Czy napisałem, że lewa ręka zawisła na występie skalnym ponad 120 metrów nad prawą? - Nie, ale... - A może napisałem, że jego mózg rozlał się po skałach na odcinku około 40 metrów? - Nie, ale... - A flaki zwisały z występów skalnych prawie na całej wysokości góry? - Nie, ale... - No to o co Ci chodzi? Prawdę mówiąc gdybym to wszystko opisał, bajka ta miałaby dużo większe wzięcie wśród dzieci. Teraz dzieciaki oglądają tylko same brutalne filmy. Jeśli nie leje się dużo krwi, to słaby film. No chyba że oglądają jakiegoś pornola. - Czy to prawda? - Myślisz, że kłamię? To idź posłuchaj dzieciaków w piaskownicy. Może przy okazji dowiesz się o jakiejś nowej, egzotycznej pozycji miłosnej. - Aż tak źle? - Aż tak źle to może nie. Przecież nie wszystkie dzieciaki są takie. Mówię tu o tych, dla których rodzice nie mogą znaleźć czasu. Jedyne co dla nich robią, to włączają im telewizor, gotują obiad, zaprowadzają i odbierają z przedszkola w ogóle nie poświęcając im uwagi. No dobra, ale czas wracać do bajki. Zanim znów zacznę obiecaj mi coś. - Co? - Że nie będziesz mi więcej przerywał. - Muszę? - Tak! - No dobra. Obiecuję. - A więc jedziemy dalej z tym koksem. Po nieszczęśliwym w skutkach upadku, myśliwy niestety nie mógł towarzyszyć w dalszej podróży naszym niewiastom. Od tej chwili musiały radzić sobie same. I wcale im tak źle się nie wiodło. Księżniczka do tej pory nauczyła się od myśliwego bardzo wielu przydatnych rzeczy. Już potrafiła naśladować odgłosy godowe słoni tybetańskich, rozpalać ogień za pomocą magicznej rózgi... - Jaka rózga? Przecież to myśliwy, a nie mag! - Ale w swojej młodości wiele doświadczył. Powiedzmy, że jest myśliwym magiczno - krykieciarskim. - Kim? Krykieciarskim myśliwym. W czasach rycerskich nie było krykieta! - Zaraz, zaraz. Coś mi obiecałeś... - No tak, ale to była sytuacja ekstremalna i gdybym nie zareagował w porę to mogłyby ucierpieć na tym dzieci. - Dasz mi dokończyć? - Dobra, dobra, kończ. - Na czym to stanąłem? A mam. Więc mag nauczył księżniczkę wielu rzeczy, a najbardziej spodobało się jej posuwanie... - O nie! Stop! Przerwać program! 'Posuwanie' w programie dla dzieci? No nie! A ja myślałem, że to będzie klasyczna baśń, a tu takie rzeczy... - Jakie rzeczy? Chodziło mi o posuwanie się... - Co? Masturbacja? - O posuwanie się na południe zielonego lasku, baranie. Jeszcze raz się wtrącisz, to pogruchoczę ci kończyny! Po przygodzie z myśliwym o wielu osobowościach niania wraz z piękną damą wyruszyły na południe, aby znaleźć odpowiedniego, wielce przystojnego, zamożnego, niepalącego, z wielkim... O rany! Co oni tu w scenariuszu napisali! Skandal! To mogłoby zdemoralizować zdemoralizowaną moralnie młodzież... - A co napisali? Powiedz, powiedz... - Z wielkim... z wielkim samochodem. - Rany! Wszystkie wartości upadły! Ja myślałem, że będzie to słowo w stylu fiutek, kapucyn, armata i tak dalej, a tu taka materialna ohyda, fe! - Słuchaj! jeszcze raz poruszysz strunami głosowymi, to będzie z tobą źle! - Zamiast gadać ze mną mógłbyś powoli kończyć bajkę! - Ani mi się śni! Nie będzie mi taki ?!#?!#?!# [wycięto podczas cenzurowania, którego oczywiście nie przeprowadzono, bo cenzury nie ma, nigdy nie było i nie będzie - ale to tak na marginesie całej opowieści], kto się wcina z nawiasem kwadratowym? To już lekkie przegięcie! Okej, wróćmy do panienek w lesie... Księżniczka wraz z nianią podążały na południe przez trzy dni i trzy noce, aż ujrzały małą chatkę. Z chatki wyszła Baba Jaga, która zaprosiła Jasia i Małgosię do środka swojego piernikowego domku i... - Pomieszały ci się kartki! Ta bajka pójdzie za tydzień! - O przepraszam. A więc ani niania, ani księżniczka nie ujrzały chatki Baby Jagi bo to inna bajka. Spotkały natomiast wilka, który wracał właśnie z Czerwonym Kapturkiem w zębach. Babcia... - To znowu nie ta bajka! Przez twoją niekompetencję będziemy musieli wyciąć dziewięćdziesiąt procent tej tandety. - Nie możecie nic wyciąć! - A dlaczego nie? - Bo to już poszło w ludzi! to znaczy wszyscy już to widzieli! - A to przepraszam pana bardzo. Myślałem, że jak robimy program dla dzieci, to będzie trzeba na początku dać jakieś napisy w stylu "film tylko dla dorosłych". - Dlaczego dla dorosłych? - Bo to przyciąga dzieci i młodzież przed szklane ekrany bardziej niż jakieś kiczaste bajeczki. Przecież sam pan mówił, że dzieci wolą pornole. - A no tak. Zaraz, gdzie byliśmy? O już. Tak więc niania wraz z panienką wyruszyły na południe, aby tam spotkać tego jedynego. Jednak zmęczyły się tuż za rzeką numer siedem. Postanowiły rozbić obóz. W namiocie... - Mam pytanie. Takie króciutkie. Skąd ten namiot? - Dobra... W szałasie skrzętnie zbudowanym przez nianię postanowiły przenocować. Nagle, niespodziewanie, ni stąd ni zowąd do namiotu, o przepraszam, do szałasu wpadł zbójnik. Cicho zakradł się do sakiewki pod poduszką królewny i już prawie ją miał kiedy nagle dzielna niania zrzuciła mu na głowę szesnastotonowy ciężar. - Stop! Stop! Stop! Stop! Przecież jest to plagiat. Taki ciężar wymyślili Pajtoni! - Nie wiem kto plagiatował kogo, ale niania żyła chyba wcześniej niż ci twoi beznadziejni Angole. - Rzeczywiście. Nie pomyślałem. - Następnym razem pomyśl zanim klepniesz głupotą w glebę! - Co ta za język!? - Jak to jaki? Mówię przecież po polsku! - Hę, sprawdzałem tylko, czy aby na pewno po polsku. - Znowu wybiłeś mnie z rytmu. A więc królewna mogła czuć się bezpiecznie przy boku tak odważnej i wypruwającej flaki gołymi rękoma opiekunki. Rano, gdy tylko zaczęło świtać, a w powietrzu poczęła unosić się woń pędzonego bimbru, kobiety udały się w stronę wielkiego, ceglanego domu. W owym domu spotkały bardzo miłego Greka Adolfa, oraz kilku innych Niemców. - I znowu polityka, tak? - Nie. Jaka polityka? Tak więc księżniczka i jej niania wyruszyły w dalszą drogę. Przemierzały dziennie setki metrów, znacząc swoją drogę częściami garderoby, aby po znalezieniu męża dla panny królewny móc powrócić do swego pięknego zamku, który znajdował się za siedmioma rzekami, siedmioma lasami, siedmioma górami, pizza... - Pizza!!!??? - O przepraszam, ale nie zdążyłem zjeść kolacji. Tak więc stara kobieta i jej młoda pani zawędrowały już tak daleko, że nie miały na sobie już nic. Były nagie i wielce seksowne. Balony księżniczki... - O nie! Tego nie daruję! Jakie balony? Jaka nagość? Jaka seksowność? Do cholery, czy naprawdę musisz używać takich słów? Mogłeś napisać "jabłuszka księżniczki"... - Ale tu nie idzie o jabłka, tylko o dwa balony... - Dwa? Już dwa tak? A jak bym wyszedł z tego studia, to zaraz byłoby dwadzieścia, co? - Jaki z ciebie stary, piernikowaty zrzęda! Chodzi mi o balony na ciepłe powietrze, którymi niania i królewna wyruszyły przez siedem mórz, o których nikt nie napisał oni słowa na początku tej bajki, a każda księżniczka, zwłaszcza gdy jest piękna, mieszka też za siedmioma morzami. Poczułem się oburzony, bo każda bajka zaczyna się od słów "za siedmioma morzami...", a nie "za siedmioma rzekami". Ależ się zdenerwowałem... Na czym stanąłem? Tak więc panie przeleciały... O rany! Ten głupol mi nie przerwał! Jak się cieszę! Tak więc panie przeleciały dwa morza i troje biseksualistów z Londynu... Co jest? Nikt nie przerywa? Dobra! Dupa!!! Dupa!!! - Co jak, gdzie, co? - Powiedziałem dupa! - Ach tak! Stop! Nie można używać takich słów w bajeczkach dla dzieci, bo jest to niemoralne... Co??? Co pisze [powinno być 'jest napisane' - przypis faceta od korekcji tej bajki, który, do kurwy nędzy musi siedzieć w sobotni wieczór i sprawdzać ortografy w tandetnych bajeczkach dla dzieci, w których jeszcze, kurwa, przeklinają] siedem linijek wyżej [powinno być siedem linijek wyżej, ale poprzedni korektor, którego dawno wyrzucono z pracy tak się rozpisał, że wyszło 10 linijek tekstu, a nie 7 o których pisze [jest napisane - przypis korektora korektora] kilka linijek wyżej]. Jeśli jeszcze raz jakiś korektorczyna walnie jakiś nawias w mojej kwestii to pszysiengam [powinno być 'przysięgam'], że zostanie wyrzucony z pracy. Kontynuuj bajkę, bo z tego wszystkiego zapomniałem czego się uczepiłem ostatnio i prawdę mówiąc troszkę przysnąłem. Nie będę więcej ci przeszkadzał, bo wychodzę na strasznego zrzędę. - Księżniczka i jej niania niespodziewanie doleciały balonem do wyspy. Te małe wzniesienie niemalże na środku oceanu było prawie rajem. Obydwie wylądowały na brzegu, gdzie wciągnęły je lotne piaski. - Co??? - Żartowałem... Tubylcy zaprosili kobiety na wspólny posiłek. Po zjedzeniu dwóch hamburgerów w budce z hot-dogami i piwem... - Piwem? Myślałem, że nie przynajmniej alkoholu nie będziesz reklamował. Pamiętaj o dzieciach... - W budce z piwem, ale oczywiście bezalkoholowym (teraz autor tej opowieści mrugnął okiem i chrząknął, czego nie można było zobaczyć w tym tekście). Po skończonym posiłku udali się do szamana, który umiał przepowiadać przyszłość. Przywódca wioski, jakim był owy znachor powiedział, że czeka ją szczęście w ramionach silnego, zdrowego bruneta z Sycylii, z którym będzie miała dużo dzieci i będzie mieszkała w pięknym zamku za morzami, lasami i tak dalej. Dziewczę rozpłakało się ze szczęścia, i właśnie w tej chwili do chaty szamana wbiegł czarnoksiężnik. Porwał królewnę i uciekł na swym srebrzystym rumaku w głąb lasu. Niania musiała szybko reagować. Zebrała więc ludzi, których ofiarował jej szaman i postanowiła odnaleźć porwaną panienkę. Tymczasem w grocie czarnoksiężnika księżniczka była zamknięta z jedenastoma innymi dziewczętami. Wszystkie dziewczęta, oprócz naszej panienki miały dziwne rumieńce na twarzach i wyglądało na to, że wszystkie są w ciąży. Jak się okazało z rozmów dziewcząt, czarnoksiężnik uprowadza dziewczyny, które służą mu jako króliki doświadczalne. Prawdopodobnie zależało mu na otrzymaniu hybrydy kosmity z człowiekiem... - O Boże! Naogląda to się jakiś archiwów iks, a potem takie bzdury się wypisuje, tak? Czyż nie prościej byłoby napisać, że jest to szalony uwodzidziciel-gwałciciel, który porywa panienki dla własnej uciechy cielesnej... - Ale przecież czytają to dzieci? - Słucham? I ja tu jestem zrzędą, tak? - No dobra, niech tak będzie. A więc czarnoksiężnik uwielbiał zabawiać się z porwanymi przez siebie dziewkami. Gdy księżniczka dowiedziała się o tym zaczęła cicho popłakiwać. Na szczęście wyczulona na punkcie płaczu księżniczki niania szybko dotarła do kryjówki porywacza. Używając magicznej rózgi myśliwego zamieniła czarnoksiężnika w żabę, która kumkając uciekła w trawę. Wszystkie dziewczęta były wolne, a niania wraz z królewną mogły kontynuować poszukiwania odpowiedniego męża. Pokonując kolejne morza, lasy, góry i rzeki królewna i jej opiekunka znalazły się w cichej, francuskiej osadzie, a że nie znały tego języka, postanowiły opuścić ten kraj bardzo szybko. Los zaprowadził je do małej sycylijskiej osady. Zatrzymały się w przydrożnej karczmie. Niestety niania, jako rozrywkowa kobiecina postanowiła zarobić parę groszy strepteasem. Została obrzucona pomidorami i jajkami, z których zrobiła królewnie jajecznicę na pomidorkach. Wtedy właśnie do karczmy wszedł no kto? kto zgadnie? co nie wiecie? A gówno! Nie był to przystojny sycylijczyk, tylko mały, przygarbiony, stary, z wielkimi okularami na nosie Żydek. - A cuz tam u paniusi Helusi słychać? - zaczął. - A ino, to co widać. Jakaś kurwa (znowu cenzor zaspał) znowu robiła striptiza, ale widok był nieciekawy, bo nawet Mniecio pomidorami rzucał - odparła barmanka - ale przyprowadziła ze sobą całkiem niezłą panienkę. Pewnie będzie za nią dużo chciała, gdyż nie odstępuje je na krok. - Ooooo, juz ja jom widzę. To ta, tam w kącicku, tak? - A ino ona sama we własnej osobie, jako żywo. - Niezła ptaszyna, za taką to i ze dwa tysiącki bym doł. - Ja wiem, że ty niezbyt skory do płacenia, a więc chyba bardzo się ci spodobała, że chcesz za nią tyle kasy wybulić. - A ino, kstałtna, zwinna, zgrabna i powabna jak ten aniołecek. - No, no. Na aniołka to ona nie wygląda... - Dla mnie ona aniołecek. Mozecie mówić sobie cosik chcecie, ale to je mój aniołecek. I udał się w kierunku stołu niani i księżniczki. - Moje uszanowanie, szanowne panie. - A ty czego tu natręcie? - spytała grzecznie niania. - Stop!!! To ma być grzecznie. A poza tym o co chodzi, bo kawałek przespałem? - No nie ja mu chyba zaraz pierdolnę, albo każę to zrobić chłopakom. Śpi jak ja bajkę opowiadam, reżyser, zabrać go, bo dłużej z nim nie wytrzymam. - Co? Kto? O co chodzi? Czemu mnie budzicie? Dajcie mi spokój, jestem zmęczony, chce mi się spać. Mam to wszystko w dupie idę do domu. Nie!!! Nie idę do domu, tam jedynie czeka na mnie ględzenie żony, zrzędzenie teściowej i wrzaski dzieciaków. Ludzie dajcie mi trochę pospać i nie przeszkadzajcie. - To reżyser też śpi? Z kim ja pracuję? Co ja robię tu (uuuuuu, co ty tutaj robisz), po co w ogóle ja się produkuję, skoro wszyscy dookoła śpią... Co to za dźwięki, hej, woźny, tak, tak do ciebie mówię barani łbie, idź obudź reżysera dźwięku, bo znów zasnął za konsoletą lub coś mu się popierdoliło, przecież teraz nie powinien lecieć kawałek Nirwany. Co to za burdel. Przecież w takich warunkach nie da się pracować!!! - Jak coś się nie podoba to zaraz możemy zerwać umowę! - Ależ nie panie producencie. Wszystko w porządku. Chyba pan mi tego nie zrobi. Te 450 złotych miesięcznie jest mi naprawdę potrzebne, ale czasami trzeba tych ludzi nieco obstawić, bo zapominają gdzie są i co mają robić... - No myślę sobie. Eee, inżynier! Pobudka! Wyłącz tą cholerną Nirwanę. Co to kurwa, dyskoteka? Tu się robi program na żywo!!! O K*U*R*W*A!!!! Przecież to wszystko poszło w eter!!! Mam nadzieję, że nikt tego nie słuchał! Jeżeli dostanę stos listów od rozżalonych rodziców na temat dzisiejszego zajścia, to obetnę wam z pensji!!! Zrozumiano? A teraz wracać do roboty i to już. Macie jeszcze 15 minut czasu antenowego. - A więc.. - Ale zaraz, dlaczego z takim chamstwem do dzieciaków wyjeżdżasz? - Jakim chamstwem, przecież mogła mu od razu powiedzieć "Spierdalaj parchu". Ej ty, od światła! Weź ten pierdolony jupiter skieruj w inną stronę, a nie mi po gałach walisz. Co nie podoba się coś? To chodź wyjdziemy na chwilkę... O przepraszam. Przecież teraz nie mogę wyjść, ale po programie to ci tak dojebię, że się nie pozbierasz. - I to nie jest chamstwo, przecież to jest bajka dla dzieci. - A ja to wszystko pierdolę. Mam to gdzieś, rozumiesz! Teraz dzieci i tak nie słuchają takich pierdół, jak bajki. Zresztą nikt już nie słucha bajek, ani wróżek, ani nie wierzy w cuda... - No dobra, dobra. Opanuj się trochę. Coś ty taki nerwowy. Dokończ tą bajkę, a resztę czasu zapełnimy jakimiś piosenkami. - I dasz mi święty spokój? - Obiecuję. Pójdziesz do domu. Położysz się w swoim łóżeczku. Wyśpisz się i będziesz miał tydzień spokoju. (Ja go tu jeszcze trochę zagadam, a wy dzwońcie po lekarza) Jutro rano pójdziesz doi baru mlecznego na śniadanko... - Nie pójdę do żadnego baru mlecznego, tam są karaluchy, a poza tym jak tam jestem to od razu przypomina mi się taki film "Miś" i scena z przykręconymi talerzami i łyżkami na łańcuchu. - No dobra, to pójdziesz do jakiegoś innego taniego baru i zjesz sobie spokojnie śniadanko, potem pójdziesz na spacerek, może spotkasz jakąś piękną kobietę... - O nie! Ja tam się na to nie piszę! Zrobi ładne oczy, a potem powie, że ta trójka dzieciaków to moje, tak? O nie, nie ze mną te numery. - No dobra, to spotkasz jakiegoś miłego pana... - Co ty mnie za pedała uważasz???!!! Jak ja ci zaraz przyjebię... - Kurwa!!! Spokój!!! Przecież nagrywamy program!!! Kończyć bajkę i do domu!!! A wy z kaftanem poczekajcie jeszcze chwilkę. - No dobra to ja kończę i idę stąd. A więc Parch zapłacił niani za księżniczkę 20000 dolarów i zabrał ją do swego domu, niania z Sycylijczykiem i gotówką wróciła do zamku, a wróżka mówiła prawdę, lecz nie zorientowała się, że fusy z których wróżyła były z filiżanki niani. A więc dzieci pamiętajcie: telewizja kłamie, radio kłamie, cyganka prawdę ci powie. Dziękuję i dobranoc! Muzyka! Koniec!!! - Dobra, brać go! - Ale zaraz, o co chodzi! Po co wam ta koszula! Auuuu! Nie wykręcaj mi rąk! No może byście tak trochę poluzowali te rękawy! Przecież teraz nie mogę się nawet po dupie podrapać! Gdzie mnie ciągniecie bydlaki! Co znowu do szpitala? Ale ja nie chcę! Mam zaświadczenie, że jestem nieszkodliwy dla otoczenia! Ja już swoje odsiedziałem {lekarz kazał przytakiwać i się uśmiechać} (Tak, tak, musimy się udać do szpitala w celu wyjaśnienia kilku formalności) Nie chcę niczego wyjaśniać, ja chcę do domu! (Wyjdzie pan zaraz po wypełnieniu wszystkich formalności) Jakich znowu formalności? O co wam kurwa chodzi? (Proszę się zachowywać spokojnie, zaraz wszystko wyjaśnimy) Ależ ja jestem spokojny. To on się rzuca. Tak, zawsze wszystko na mnie, a ty to co, niby święty, nie? Może to choć raz by była wina jego, a nie nasza, a ty mi się tu nie wcinaj, bo jak zaraz... (Panowie proszę o spokój, zaraz wszystko odpłynie w niepamięć...) Zabierz tą strzykawkę, jemu zrób zastrzyk nie mi, ja już jestem spokojny. Aaauuu... Morze... Szum fal... Krzyki mew... Dzwon... Dzwon... No nie ten pijak z czwórki znowu rzygał, a teraz wali kluczem w grzejnik. A miałem taki ciekawy sen... © 1998 Łukasz Jedynasty & Mariusz Danilewicz
|
(c) 1999-2009 Agnieszka i Łukasz Jedynaści
|